BACK
Królestwo Piłkonogich Kategoria inne 2021-03-04

              Piłkonogi to jest gość, który dobrze „piłkuje”. Przy czym określnie „dobrze”, jest pojęciem mierzalnym ­­­siłą nabywczą środka płatniczego w danym kraju. I nie jest równoważne pomiędzy ligami ze względu na ich różna zasobność.  Piłkonogich zatrudniają kluby piłkarskie w formie umowy o pracę zwaną dalej kontraktem.  Piłkonogi może być swój albo obcy. Obcy, to będzie w takim razie „legsball”, fonetycznie „legsbol”. Jedni i drudzy ściągani są po to, by poprawić albo utrzymać na wysokim poziomie jakość gry danego zespołu. Ta z kolei, gwarantuje zdobywanie kolejnych tytułów mistrzowskich w Piłkolandii lub, na arenie międzynarodowej, „Legsbolii”.  Innymi słowy, firma najmuje chłopa do roboty i oczekuje, że tę robotę będzie wykonywał dobrze. Zobowiązuje się przy tym do regularnego wypłacania zakontraktowanego wynagrodzenia. Bierze na siebie świadczenia społeczne, opiekę medyczną, przeloty służbowe, samochód, mieszkanie i zasłużony urlop. Innymi słowy, pączkuje chłopa w maśle. 

             Schemat. Na początku jest miłość. Koszulka z napisem, szał na hejtbuku, zdjecia w prasie, wizyty w zakładach pracy, klepanie po plecach, uściski dłoni i szerokie obietnice. Im dłużej trwa jednak sezon, tym bardziej gaśnie światło w tunelu. Piłkonogi, mecze wybitne, przeplata coraz częściej słabymi. I to tak słabymi, że aż oczy bolą „Wiarę”, czyli np. kibiców w Poznaniu, bo tracą ostatnią nazdzieję, że „Wiara”, może mieć jeszcze wiarę.  No i ta kontuzja. Co za pech! Ale Piłkonogi też cierpi, tak samo jak kibicie. No nie, żeby nie. Co to, to nie. Wszak w kontrakcie zobowiązał się do godnego reprezentowania barw klubowych i nalezytego wykonywania powierzonych obowiązków. Źle stanął, jak zrywał się do szalonego sprintu w zorganizowanym ataku na bramkę rywala, w 120 minucie dogrywki. STOP!!! Matrix.

            Robol, dyrektor, elektryk, lekarz, kucharka, fryzjer, profesor. Co ich łączy? To kibice ukochonego klubu. I oni oczekują logicznego wytłumaczenia dlaczego Piłkonogi po raz enty „przeszedł obok meczu”, a trener tłumaczył, że są zmęczeni, bo grają co trzeci dzień. Tymczasem kibic, górnik z zawodu, chodzi na szychtę codziennie i nie na 90 minut, a na 480 minut. I dlaczego Piłkonogi i jego kolega Legsbol, przegrali wszystkie mecze w tym miesiącu, a jak zajrzeli na konto, to tam im się wszystko … zgadzało. 

Danny Briliant Be9Ge7/Au4P

Krasnolindzki system wygrażania emocji - Zareaguj na artykuł. Psztyknij Krasnoluda!

56
37
12
2
3